Aby odpowiedzieć sobie na pytanie o przyczyny wygenerowania nowych herbów, należy bliżej poznać ówczesne realia. Należy także zróżnicować pojęcia rodziny, rodu heraldycznego oraz rodu rycerskiego.
Rodziną w najszerszym pojęciu, nazywamy grupę społeczną powiązaną więzami krwi, gdzie akcent pada na wzmacnianie wewnętrznych relacji poprzez uczucia wzajemne, współdziałanie i wzajemną odpowiedzialność.
Ród heraldyczny to w średniowieczu sztuczny związek rodzin zamieszkujących wspólne terytorium, choć także często powiązanych też ze sobą więzami pokrewieństwa, używającymi wspólnego herbu i zawołania w czasie wojen i wypraw wojskowych. Znak rodu (chorągwi) – herb – stał się wyróżnikiem przyjętym przez ród genealogiczny i tych którzy byli z nim stowarzyszeni. W ten sposób powstał ród heraldyczny.
Ród rycerski to związek rodzin generalnie opartych o więzy krwi, którzy zamieszkiwali wspólne terytorium, używali tego samego herbu i zawołania. Od XVI w. jest to synonim rodziny szlacheckiej o tym samym nazwisku i herbie. Nie zawsze cały ród używał tego samego wizerunku herbowego. Często nawet rodzeni bracia (przypadek Kochańskich z Kochania) pieczętowali się różnymi godłami.
Mając powyższe na względzie, jak również informacje o ówczesnych tradycjach, można wysnuć następujące teorie wygenerowania nowych herbów (w liczbie pięciu)
w rodzinie Kochańskich-Rola na przełomie XIV-XVw. Generalnie miało to ścisły związek albo ze służbą, albo z wojną.
Rycerz ciężkozbrojny był z założenia wojownikiem, a jego misją życiową była walka. Jednak znaczącą rolę odgrywała nie tylko umiejętność władania bronią, ale także i jego uzbrojenie. Dobrze wyposażony rycerz stanowił wartość bojową około dziesięciu zwykłych żołnierzy. Jednak nie każdy szlachetnie urodzony mógł walczyć jako rycerz, bowiem koń, zbroja, miecz i inne wyposażenie było bardzo drogie. Uzbrojenie oraz wojenna obstawa rycerska kosztowała orientacyjnie dochody z 300 arów ziemi. Warto zwrócić uwagę, że nawet dzisiaj przy obecnych cenach stali oraz postępie techniczno-technologicznym, zbroja, którą zamawiają sobie grupy rekonstrukcyjne kosztuje śerdenio 15-20 tysięcy PLN, a jeśli do tego dodać jeszcze koszt uzbrojenia, cenę konia i zbroi końskiej, to i tak jest to minimalny wydatek od 30-50 do nawet 100 tysięcy PLN.
Jak już zaznaczono powyżej, uczestnictwo w chorągwi ciężkozbrojnej było niesłychanie kosztowne. Przykładowo (nawet 200 lat później) roczny żołd roczny ciężkozbrojnego wynosił 200 złotych. Natomiast koszt dobrego, wyszkolonego konia to wydatek rzędu 2000-4000 złotych (Wojciech Stanisław Chróściński zapłacił za konia 3146 złotych1). Do tego zbroja, która kosztowała kilkaset złotych, rząd koński – także kilkaset złotych, broń również kilkaset złotych. Do tego należy doliczyć ubrania, wozy, tabun innych koni, namioty, żywność, sprzęt obozowy, poczet i inne. Wszystko to zatem rzeczywiście kosztowało majątek.
Na marginesie należy podkreślić, że ówczesne rozwiązania wojskowo-organizacyjne były jedynymi w świecie pod względem ekonomicznym. Rozwiązania te pomimo wielu krytyk pozwoliły później Polsce jako jedynemu krajowi w historii świata, prowadzić przez ponad 100 lat zwycięskie wojny XVI-XVIIIw. Mało tego, była to praktycznie jedna – wiekowa wojna z trzema ówcześnie największymi potęgami – Imperium Osmańskim, Szwecją i Rosją. Dochodziły do tego również prowadzone w tym samym czasie pomniejsze wojny (Siedmiogród, Brandenburgia, powstania kozackie i inne).
W związku z tym, że służba w wojsku była ochotnicza, rycerz ryzykował życia a jego uzbrojenie kosztowało fortunę, trudno nie postawić sobie pytania, o co właściwie tu chodziło? Z jednej strony był to przejaw ideologii szlachty polskiej, przekonania, że jej uprzywilejowana pozycja w państwie wynikała właśnie ze zobowiązania do obrony ojczyzny. Szlachcic służąc w wojsku spłacał niejako Polsce rachunek za to, że mógł się cieszyć niespotykaną w innych krajach wolnością i pozycją. Ponadto służba w ciężkich formacjach przynosiła największy prestiż (patrz także późniejsza husaria). Z drugiej strony każdy, kto chciał w kraju zrobić karierę polityczną, musiał przejść przez szeregi armii i wykazać się poświęceniem dla ojczyzny. To służba, a nie tylko samo urodzenie była więc legitymacją do sprawowania urzędów w Polsce. Oczywiście w grę wchodziły także rodzinne tradycje oraz opowieści przekazywane od dziada i ojca2.
Kolejnym wyjaśnieniem nabywania nowych herbów w rodzinie były zasługi na polu bitwy lub też za służbę, co wiązało się także z przywilejami materialnymi (pieniądze lub nadana ziemia). Wojny z Zakonem Krzyżackim dostarczyły wiele takich okazji – przykładowo – bitwa pod Płowcami w roku 1331 nie dość, że przyniosła uznanie i nadanie odrębnych herbów, to jeszcze przyczyniła się do powstania nowych. Podobne sytuacje miały miejsce po wygranej bitwie grunwaldzkiej 1410r. Jeśli iść tą drogą, to istnieje pewne (choć nieznacze) prawdopodobieństwo, że Kochańscy h. Prawda oraz Luba mogli zaistnieć bezpośrednio po 1331r. lub po 1344r. Istnieje też bardzo duża możliwość, że herby Luba i Prawda wyodrębniły się z pnia Rolów dokładnie w tym samy czasie, co zdaniem autora jest niezwykle prawdopodobne. Takie rzeczy często miały miejsce w tamtym okresie, lecz mogło to zaistnieć jedynie po ważnej kampanii wojennej. Oczywiście na myśl przychodzą TYLKO dwie kampanie – w latach 1330-33 i bitwa roku 1331 pod Płowcami oraz najsławniejsza kampania w latach1409-19, i bitwa pod Grunwaldem w 1410r. Za tezą tą stoi fakt, że Jan Kochański h. Prawda pojawił się w kronikach TYLKO jeden raz w sławnym Akcie 1434r., po czym o Prawdach ślad się urwał, aż do zapisów lat 1430-50, z których wynikało, że Kochań został odziedziczony przez Kochańskich h. Luba od Kochańskich h. Prawda. Pomimo poszukiwań, autor na więcej informacji o Kochańskich h. Prawda nie natrafił. Natomiast tak, jak to już podkreślono powyżej, nie zachowały się do dziś żadne dokumenty pisane potwierdzające ten stan rzeczy. Istnieje też pewne prawdopodobieństwo, że herb Luba został przyznany później niż Prawda – najprawdopodobniej właśnie za zasługi w czasie bitwy pod Grunwaldem Mieczysławowi Nowakowiczowi. Teorię tę potwierdza Boniecki lokując Kochańskich z h. Luba na początku XVw. Natomiast, jeśli nie jest to prawdą, to możliwe też, że doszło do przyznania któremuś z braci Roliców s. Jana (także sygnatora sejmiku dobrzyńskiego) odrębnego herbu potem – na początku kolejnej wojny polsko-krzyżackiej 1431-1435. Niewątpliwie pieczętowana Luba funkcjonowała od min. 1434r. Przemawia za tym fakt, że Sejmik Dobrzyński podpisywali już WSZYSCY herbowi (Prawda, Rola, Luba). Nie istnieją niestety precyzyjnie genealogicznie zarejestrowane informacje na temat tego, kto był czyim ojcem. Natomiast zasada dziedziczności dóbr jako prekursora wskazuje tu na Mieczysława, syna lub brata Jana z Kochania – także sygnatora sejmiku dobrzyńskiego w 1434r, który był dziadem Piotra i od którego umownie zapisy o losach Kochańskich prześledzić już trochę łatwiej.
Warto zamieścić tu kilka słów odnośnie migracji rodowej. Ziemia, aby nie zostać nadmiernie rozdrobniona przechodziła zwykle w ręce najstarszego syna. Młodszym synom pozostawało zatem droga życia duchownego (patrz Mateusz , Jan lub Adam-Adamandy), droga służby u wielmożów albo życie wojenne. Okazję do wykazania się w wojnach, zdobycia uznania i majątku, oczywiście dał nadzwyczaj obfity w te wydarzenia wiek XVII. Stąd też właśnie wtedy rodzeni i stryjeczni bracia znaleźli się na innych ziemiach i tam zakładali swoje rodziny, które z czasem przekształciły się w linie rodowe, które jednakże wywodziły się z ziemi dobrzyńskiej. Przy czym niektóre linie (często bardzo rozrośnięte) mieszkają tam do dziś.
Tymi liniami niewątpliwie są „linia małopolska” Kochańskich h. Luba, którzy w Krakowie i okolicach zasiedlili się już w II połowie XVIw., oraz umownie nazwana „linia trocko-nowogródzka” Kochańskich h. Luba, którzy zasiedlili się na terenach obecnej Suwalszczyzny i Wileńszczyzny pod koniec XVIIw. Z tej właśnie linii wywodzą się też bezpośrednio Kochańscy zamieszkujący od XIXw. w Warszawie, pomimo tego, że niektórzy upatrują ich pochodzenie w ziemi dobrzyńskiej (pewnie dlatego, że była znacznie bliższa). Inni krewniacy Kochańscy z Kochania h. Rola założyli nowe (bardzo obficie rozrodzone) linie na Podlasiu („linia podlaska”), Litwie oraz w województwie lubelskim i Podolu („linia lubelsko-podolska”). W chwili obecnej na terenie PŁN-WSCH Polski Kochańscy Rolicze oraz Lubicze są ze sobą tak wymieszani, że rozdzielić ich jest jeszcze trudniej, niż naszym XIX wiecznym heraldykom i genealogom.
Jak wspomniano wcześniej z Kochańskimi historycznie zwiazanych jest 8 herbow: Rola, Luba, Ogończyk, Prawda, Gozdawa, Szeliga, Rogala i Ślepowron. Wszystkie one też wywodzą się od jednego pnia Rolów. Najprawdopodobniej jednak tylko potomkowie trzech pierwszych dotrwali do czasów obecnych. Pozostali krewniacy niestety albo wygasli, albo nie byli w stanie udowodnic przez XIX wiecznymi herbowymi komisjami zaborców swgo szlachectwa (na co w istocie owe Komisje liczyły).
W oczach autora istnieje także jeszcze jeden – warty podniesiemia aspekt związany z podziałem rodu i jego migracjami w XVII i XIXw. A co za tym idzie rozdrobnieniem rodziny. Zakresem tym jest obszar rodzinnych finansów, a precyzyjniej rzecz ujmując podział ziemi i majątku. Niestety wiele wskazuje na to, że człowiek przez wieki niewiele się zmienia, a tam, gdzie wchodzi podział dóbr rodzinnych zawsze będzie poczucie krzywdy lub nieadekwatności podziału. Jak pokazuje historia, czasami nie ma większego niewybaczania niż w kręgu najbliższej rodziny. Dlatego też, autor uważa, że należy podnieść to zagadnienie, bowiem mogło ono być jednym z motorów migracji rodu oraz utraty relacji wzajemnych między nini. Naturalnie, dalszą tego konsekwencją była koncentracja na prozie życia dnia codziennego oraz zwykła walka z problemami, jakie niesie życie ze sobą. Jak powszechnie wiadomo, tego typu sytuacje zwykle przesuwają inne elementy ludzkiego współistnienia na dalszy plan. Kolejnymi przyczynami utraty relacji wzajemych oraz tożsamości, naturalnie były liczne wojny, podziały rozbiorowe kraju, brak dostępności do aktuálních miejsc pobytu rodziny oraz rodzinnych dokumentów źródłowych, które najczęsiej płonęły lub w inny sposób były tracone na przestrzeni dziejów. Niestety najbardziej do tego przyczynił się potop szwedzki, rozbiory a także I-sza i II-ga wojna światowa, gdzie utracono lwią większość dokumentacji pisanej o rodzinie. Przykładowo, w Archiwum Główne Akt Dawnych spłonęło w czasie powstania warszawskiego ponad 90% zbiorów. To, co nam zostało, to kroniki kościelne, kroniki niektórych miast oraz herbarze i spisy szlachty. Dopiero okres międzywojenny oraz koniec XXw. i początek wieku XXI dał nam realną możliwość poszukiwaczom rodzinnych korzeni i pozwolił na ponowne odkrywanie zapominanych kart, a także na zapisywanie nowych.
Ród Kochańskich z Kochania w ziemi dobrzyńskiej nie zdołał nigdy – pomimo czasem wysokich zaszczytów i znacznego uznania – zgromadzić naprawdę dużego majątku i zyskać pozycję magnaterii, która była najwyższą warstwą szlachty w Polsce. Ma to oczywiście, jak wszystko swoje dobre i złe strony. Rody magnackie były najczęściej mniej liczne, przez co udawało im się komasować majątek bez podziału na zstępnych, jednak najczęściej też, jak pokazała historia, rodziny magnackie wygasały na przestrzeni polskiej zawieruchy historycznej.
Jeśli chodzi o Kochańskich, to podobnie, jak u znacznej większości szlachty polskiej, jej znaczne rozrodzenie było oczywiście przyczyną nieutrzymania majątku oraz skutkowało spadkiem zamożności rodziny, jednak pozwoliło jej to na przetrwania zawieruch dziejowych pomino licznych wojen, epidemii i zaborów, co ciągnęło za sobą wielkie ofiary i naprawdę znaczne straty ludzkie.
Nawet, gdy wygasło wiele linii rodowych naszej rodziny, -w tym niektórych herbów całkowicie (Prawdzic, Gozdawa, Szeliga, Rogala i Ślepowron) – to do chwili obecnej przetrwało w Polsce blisko 3 tysiące osob o tym nazwisku 3 . Według wiedzy autora, ludzie Ci legitymuja się herbem Rola, Lubicz oraz Ogończyk (w takiej też właśnie kolejności pod względem ilościowym). Do tego należałoby dodać osoby krewniacze – żyjące w separacji – wskutek Konferencji Jałtańskiej po przesunięciu granic w 1945 na Litwie, Białorusi, Ukrainie, Rosji, a także tych na emigracji w Anglii, USA, Francji, Niemczach i innych krajach.
Zdaniem autora, liczba krewniaczych osób o nazwisku Kochański – żyjących potomnych Rycetrza Dominika Roli z Łąkoszyna – może przekraczać obecnie nawet 5 tysięcy.
1. Radosław Sikora, Najlepsza jazda świata – National Geographic, nr. 9(156), Warszawa, IX 2012, s. 44-52.
2. Radosław Sikora, Najlepsza jazda świata – National Geographic, nr. 9(156), Warszawa, IX 2012, s. 44-52.
3. http://www.moikrewni.pl/mapa/kompletny/kocha%25C5%2584ski.html